Relacje

Relacje naszych pacjentów

 

Kasia
Do Szczecińskiego Monaru trafiłam trzy lata temu. Było to po przerwaniu leczenia w ośrodku (zakończonego niepowodzeniem)…

Podjęłam wtedy decyzję, że nie wrócę do leczenia stacjonarnego. Zwróciłam się do punktu z pytaniem o możliwość indywidualnej terapii. Niestety dowiedziałam się, że przy moim stażu nie ma na to szans i jeżeli chcę się leczyć to niech jadę do ośrodka.
Ponieważ wiedziałam, że to moja wielka szansa – uparłam się i zostałam przyjęta – najpierw na indywidualną terapię, potem również dołączyłam do grupy.
Nie biorę 3 lata i czuję, że dopiero teraz doceniłam życie. Rozpoczęłam nowe studia, pracuję i mam mnóstwo energii!

Czemu to zawdzięczam – na pewno sobie – temu, że w pewnym momencie dojrzałam do podjęcia decyzji o nie braniu. Z pewnością także szczęśliwemu splotowi wszelkich okoliczności no i oczywiście faktowi, że trafiłam tu – do Szczecińskiego Monaru.
Pomoc Ani Babczyńskiej, która prowadziła moją indywidualną terapię, była dla mnie nieocenionym wsparciem.

Uczestnictwo w terapii grupowej pozwoliło mi spojrzeć na siebie nieco inaczej i uświadomić sobie moje problemy, które legły u podstawy uzależnienia.
Mogę innym powiedzieć tyle, że zerwanie z narkotykami to jedno z najbardziej intensywnych doznań – człowiek budzi się jak z ciężkiego koszmaru – wraca do życia , zaczyna wszystko dostrzegać na nowo. To tak jakby urodzić się po raz drugi, z nową szansą na samorealizację , a równocześnie z bagażem pomocnych doświadczeń.
Życzę wszystkim, którzy „walczą” konsekwencji i wytrwałości.

***

Tomek

Nazywam sie Tomasz Przyborowski, mam 28 lat. W roku 1995 zacząłem brać amfetaminę. Brałem przez 9 lat, aż w końcu dotarło do mnie, że muszę coś z tym zrobić, ponieważ zbliżałem się do dna. Moja psychiczna metamorfoza zaczęła się w momencie, gdy trafiłem do punktu '”MONAR” przy ulicy Małkowskiego, a było to zaraz po wyjściu z ośrodka „ Monar” w Grabowie, gdzie przebywałem zaledwie 4,5 miesiąca.

Początki były trudne, ponieważ nie byłem do końca przekonany co do uczestnictwa w grupie. Jednakże, zdobywszy się na odwagę, przyszedłem na grupę po raz pierwszy. No i ... stało się . Oczywiście po jakimś czasie okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Dzięki uczestniczeniu w grupie zaczęło mi się układać: osiągnąłem spokój i radość w domu, rozpocząłem normalną pracę.

Rodzina jest ze mnie dumna, co bardzo mnie cieszy itd... Zapraszam wszystkich chętnych z problemu do uczestnictwa w grupie terapeutycznej, która odbywa się w każdy poniedziałek o godz. 19.30. Pomimo tego, że ukończyłem leczenie, chodzę tam do dziś.

***